Jak śpiewał jeden z polskich zespołów – „Piosenki o miłości są takie banalne..”. I mieli rację. Prawie każda stacja muzyczna i radiowa serwuje nam łzawą sieczkę dla wrażliwych nastolatek potrzebujących jej jak tlenu. Wystarczy napisać utwór o zranionym uczuciu; miłości, która odeszła, by zyskać grono piszczących dziewcząt, mdlejących z wrażenia na koncercie. Miłość się sprzedaje w ilości milionów egzemplarzy płyt. Niekiedy słuchając tych wszystkich smętnych piosenek, zastanawiamy się, dlaczego zdobyły taki rozgłos. Gdyby podłożyć pod nie muzykę disco-polo, na pewno zostałyby wyśmiane. Ale wystarczy odrobina instrumentów, dołujący tekst, a wrażenie murowane! Te piosenki nie nudzą się nigdy. Puszczamy je w samochodzie, przy komputerze, z odtwarzaczy mp3, a jakby tego było mało, wciąż brzmią nam w uszach jak jakieś przekleństwo. Nieważne, że tekst jest płytki- musi wpadać w ucho i „artyści” doskonale o tym wiedzą. A biznes się kręci.